Szukaj

Wybory prezydenckie w USA

Aktualizacja: 23 lis 2020

Stany Zjednoczone uznawane są za kolebkę nowoczesnej demokracji. Jednocześnie jest to państwo, które bardzo mocno trzyma się swoich korzeni. Sprawia to, że niektóre rozwiązania systemowe w tym kraju są rzadko spotykane w innych ustrojach. Na uwagę zasługuje przede wszystkim proces wyłaniania głowy państwa. 

Już za moment wybory, w których okaże się, czy fotel prezydenta amerykanów zmieni swojego właściciela. Możliwość oddania głosu przez każdego uprawnionego do tego obywatela wydaje się czymś oczywistym. W końcu nie od dziś USA kojarzy się z wielowymiarową wolnością. Jednakże, nie zawsze tak było, a i obecnie dla niektórych oddanie głosu może wiązać się z komplikacjami.

Pierwsze wybory

W przypadku wyborów prezydenckich, Ameryka tradycyjnie nie stosuje ani głosowania bezpośredniego ani zasady wyborów powszechnych. Takie zwyczaje pochodzą jeszcze z czasów, gdy wybierano prezydenta po raz pierwszy. Ojcowie założyciele nie przewidywali, że logistycznie kiedykolwiek będzie możliwe, aby wyborcy głosowali od razu na swojego kandydata. Bez wątpienia nie spodziewali się też, że uprawnionych do głosowania będzie tak wiele grup etnicznych, mniejszości narodowych czy też obie płcie. W momencie obejmowania urzędu przez George'a Washingtona dopuszczonych do urn było maksymalnie 6 procent populacji. 

Więcej mniejszości

Podejście do partycypacji w wyborach przez lata było zawieszone w przestrzeni pomiędzy przywilejem, a fundamentalnym prawem każdego obywatela. Jakkolwiek by nie klasyfikować tego prawa, nieustannie podlegało ono przeróżnym manipulacjom. Początkowo głosować mogli jedynie biali mężczyźni, którzy ukończyli 21 lat. Afroamerykanie najpierw musieli wywalczyć zniesienie niewolnictwa, a następnie jeszcze odpowiedni zapis w Konstytucji. Poprawka co prawda zakazała ograniczania prawa wyborczego z powodu rasy, ale politycy znaleźli sposób na jej obejście. Takim zabiegiem między innymi było wprowadzenie opłaty, na którą nie wszystkich było stać. Zwolnienie z opłaty można było uzyskać, jeżeli prawa wyborcze posiadał dziadek potencjalnego wyborcy. W pierwszym pokoleniu po zniesieniu niewolnictwa było to niemożliwe dla czarnoskórych obywateli. Innym utrudnieniem były obowiązkowe testy językowe, układane w taki sposób by zniechęcić imigrantów. W szczególności tych nieanglojęzycznych, władających mową z innej grupy językowej - włączając w to Polaków. 

Cztery wieki później emancypacja wzniosła białe kobiety do grona posiadaczy praw wyborczych. Musiało jednak minąć wiele lat, aby prawo wyborcze zostało odpowiednio uregulowane i było naprawdę sprawiedliwe. Taką zmianę wprowadziła Ustawa o Prawach Wyborczych z 1965 r. Od tej pory znacznie częściej powstawały pomysły na ułatwienie oddania głosu, niżeli na jego utrudnienie. Nie wolno było wymagać za to pieniędzy, wymyślono program wczesnego głosowania, a  w 1971 r. obniżono wiek wyborczy.

Najdziwniejszy system świata

Aby zrozumieć system elektorski, należy postawić się przez chwilę na miejscu wybitnych umysłów tamtych czasów. W XVIII w. nie było powszechnego dostępu do mediów. W związku z tym, większość obywateli w ogóle nie wiedziała kto startuje na urząd prezydenta. Zdecydowana większość nie miała też dobrego wykształcenia, ani demokratycznych doświadczeń. Nowoczesny ustrój demokratyczny dopiero się rodził! Konstruktorzy tego systemu musieli opracować sposób, w którym decyzje będą podejmowane świadomie. Dlatego pierwotnie miał być on wybierany przez członków Kongresu. Jednakże, wtedy prezydent byłby zależny od obecnej większości tego organu. Wybór prezydenta w głosowaniu powszechnym również posiadał swoje wady. W południowych stanach dużą część ludności stanowili niewolnicy, którzy nie posiadali prawa wyborczego. Dlatego umniejszało to siłę głosu tych obszarów.



Ostatecznie kompromisem pomiędzy wolą ludu, a życzeniami polityków z Kongresu stała się instytucja Kolegium Elektorskiego. Dużo wygodniej było przenieść odpowiedzialność za podjęcie korzystnej dla regionu decyzji na osoby specjalnie do tego celu powołane. Dodatkowo ich liczba miała być przyznana sprawiedliwie. Czy ten system okazał się sukcesem? Już wtedy głosy nad jego słusznością były podzielone. James Madison przyznał, że kolegium elektorów stworzono w wyniku “pośpiechu i zniecierpliwienia”. Natomiast Alexander Hamilton stwierdził, że “jeśli nie jest to twór idealny, to co najmniej świetny”. Jedno jest pewne - okazał się trwały, ponieważ istnieje w niezmienionej formie do dziś. 

Rola prezydenta Stanów Zjednoczonych

Wybory prezydenckie w USA wzbudzają wśród obywateli silne emocje. Jest to spowodowane typem obowiązującego tam ustroju prawnego, a mianowicie - ustroju prezydenckiego Stanów Zjednoczonych. Zagwarantowane w Konstytucji kompetencje prezydenta obejmują znacznie szerszy obszar, niż w państwach demokratycznych o ustroju semi-prezydenckim, parlamentarnym lub kanclerskim. W Stanach Zjednoczonych nie ma odrębnej funkcji premiera. Rolę szefa rządu sprawuje prezydent. Posiada więc on pełnię władzy wykonawczej. Do jego uprawnień należy także wybór wiceprezydenta oraz sekretarzy zarządzających administracją państwa. Warto zaznaczyć, że  osoba wyznaczona na urząd wiceprezydenta uczestniczy czynnie w kampani wyborczej i współtworzy wizerunek kandydata. 

Jak działa system elektorski?

Dlaczego wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, tak bardzo różnią się od tych w Polsce? Jest to spowodowane obowiązującym w USA systemem elektorskim oraz silnie ugruntowanym podziałem władzy państwowej pomiędzy dwie wiodące partie (Partia Republikańska i Partia Demokratyczna). W rezultacie tylko dwóch kandydatów ma realną szansę na zwycięstwo w wyborach. Sytuacja, w której znaczącą rolę odgrywa trzeci kandydat jest natomiast wyjątkiem. To co stanowi o specyfice wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, to ich pośredniość. Każdy stan ma swoich reprezentantów w Kolegium Elektorskim. Jest to organ złożony z elektorów. Na jego skład mają wpływ obywatele. To oni wybierają pięciuset trzydziestu ośmiu (538) elektorów, którzy później w ich imieniu oddadzą głos, na jednego z kandydatów na prezydenta. 



Każdy stan, w zależności od zaludnienia, ma przypisaną odpowiednią liczbę elektorów. Elektor, nawet jeżeli został wybrany np. przez zwolennika Partii Republikańskiej, jest zobowiązany do oddania głosu na kandydata Demokratów, jeżeli ten zgarnął większą ilość pojedynczych głosów obywateli. Wyjątek od tej reguły stanowią tylko dwa niewielkie stany: Maine i Nebraska. W praktyce, wygląda to w następujący sposób: Jeżeli w stanie Floryda, Kolegium Elektorskie składa się z 29 elektorów, to wszystkie 29 głosów otrzyma ten kandydat na prezydenta, który zdobył w danym stanie większe poparcie. Różnica w ilości głosów może być naprawdę niewielka, jednak zwycięzcy przypada pełna pula głosów elektorskich. Z tego powodu kampanie wyborcze, najintensywniej prowadzone są w stanach, którym przypisano największą liczbę elektorów. Wygrana tam, jest po prostu najbardziej opłacalna. Do takich stanów należą między innymi: Kalifornia (55 elektorów), Teksas (38 elektorów), Nowy Jork (29 elektorów), Floryda (29 elektorów), czy też Pensylwania (20 elektorów). Dla porównania, zwycięzca w stanie Alaska otrzyma jedynie 3 głosy elektorskie. 

Kontrowersje wokół systemu elektorskiego 

W dyskusjach o pośrednich wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, przytaczane są zarówno zalety jak i wady tego systemu. Temat stał się głośny po ogłoszeniu wyników wyborów w 2016 roku. Wówczas Prezydentem został Donald Trump, pokonując rywalkę Hillary Clinton. Przyczyną kontrowersji okazał się być fakt, że Clinton uzyskała więcej głosów obywatelskich. Przełożyły się one jednak, na liczbę elektorów w taki sposób, że ostatecznie to Trump odniósł zwycięstwo. Zwolennicy Clinton mocno skrytykowali wówczas sytuację i podnieśli debatę na temat słuszności obowiązywania systemu elektorskiego. Taka reakcja nie powinna dziwić, skoro przegrywająca kandydatka uzyskała ponad 2,5 mln głosów więcej od konkurenta. W ciągu ostatnich 20 lat taka sytuacja miała miejsce dwukrotnie. W 2000 roku wygrywający wybory George Bush, podobnie jak Trump, otrzymał mniejszą ilość głosów powszechnych. W ostatnich dwóch dekadach proponowanych było wiele reform systemu elektorskiego. Żaden projekt nie uzyskał jednak wystarczającego poparcia obu Izb Parlamentu. 


Bierne i czynne prawo wyborcze

Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby móc wystartować w wyścigu o fotel Prezydenta Stanów Zjednoczonych? Bierne prawo wyborcze posiada osoba urodzona na terenie USA, która ukończyła 35 rok życia i zamieszkuje Stany Zjednoczone od przynajmniej 14 lat. To jednak nie wszystko. Zanim osoba zostanie uznana za kandydata na prezydenta, reprezentującego dane ugrupowanie polityczne, musi przejść prawybory. Podzielone są one na dwa etapy i odbywają się we wszystkich stanach. Pierwszy etap prawyborów polega na wybraniu przez obywateli delegatów. To właśnie oni w drugim etapie (na tzw. konwencjach partyjnych) oddadzą głos na swojego preferowanego kandydata. Po zakończeniu prawyborów jest już jasne, spośród kogo elektorzy wybiorą Prezydenta. 

Natomiast czynne prawo wyborcze przysługuje obywatelom Stanów Zjednoczonych, którzy ukończyli 18 rok życia. Należy także dokonać dobrowolnej rejestracji w spisie wyborców. Uprawnieni do głosowania oddają głos pośrednio poprzez elektorów. Karta do głosowania nie zostanie jednak wydana, jeżeli wyborca nie będzie posiadał pełni praw publicznych. Co więcej, na mocy wyroku Sądu Najwyższego z czerwca 2013 r., pozwolono, aby władze stanowe znów miały wpływ na prawo wyborcze bez konieczności zgody władz federalnych. Przykładem ograniczania praw wyborczych może być to, że odbierano tę możliwość skazanym oraz tym, którzy swój wyrok już odbyli. Ponadto, znacznym utrudnieniem jest konieczność zgodności podpisu z podpisem i danymi w dokumentach rejestracyjnych, co często dotyka osoby o nieanglojęzycznych nazwiskach.  

Te wybory będą inne

Najbliższą okazję do skorzystania ze swojego czynnego prawa wyborczego obywatele USA mają 3 listopada. Z powodu światowej pandemii te wybory będą wyglądać nieco inaczej. Większość stanów zareagowało na ten problem, umożliwiając głosowanie korespondencyjne. Taki sposób oddania głosu nie jest w stanach niczym nowym. Uwagę natomiast, przykuwa rozbieżność co do sposobu uzyskania pakietu wyborczego. W niektórych stanach każdy zarejestrowany może tak głosować, w innych trzeba składać specjalny wniosek. W części okręgów trzeba podać adekwatny powód - koronawirus się nie liczy. Taki stan rzeczy może spowodować co najmniej dwa skutki. 



Po pierwsze, może być problem frekwencyjny. Być może mobilizacja amerykanów będzie mniejsza. Mówi się też o tym, że republikanie tłumnie przybędą do urn wyborczych, a demokraci raczej wybiorą drogę pocztową. Powodem ku temu są oskarżenia Donalda Trumpa, że wybory korespondencyjne są oszustwem. Po drugie, głosowanie zaczęło się  dużo wcześniej. W przypadku amerykańskich wyborów prezydenckich jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko rozstrzyga się w ciągu jednej nocy wyborczej. Tym razem trzeba będzie się też uzbroić w cierpliwość - liczenie głosów może zająć więcej niż zwykle.


────────────

Agata Sucharska

Natalia Skoczylas